∗ Niezwykłe przygody Myszki i Pliszki ∗

autor: Magdalena Sęk


Rozdział 5

Pliszka leżała na łóżku wspominając cały miniony dzień. Zastanawiała się, dlaczego myszki twierdzą, że za dnia jest niebezpiecznie, dlaczego nie wychodzą wtedy z mieszkanka? Co kryją zastawione drzwi?... Myszka i jej rodzeństwo smacznie spali. Pliszka rozejrzała się po pokoju. Na nocnej szafce stała zgaszona lampka w kształcie świetlika. Obok dwie książki, której tytuł jednej z nich brzmiał „Mysi Gaj”.

Pliszka nie mogła zasnąć. Nie chcąc budzić kompanki cicho ześlizgnęła się z łóżka. Założyła ciepłe, puszyste kapcie i ruszyła do salonu. W całym mieszkaniu panował mrok. Zaświeciła dużą stojącą lampę stojącą obok dębowej komody. Nikłe światło rzucało niespokojne cienie na ścianę.

Pliszka spojrzała na zastawione drzwi. Nie mogła oprzeć się pokusie, aby do nich chociaż nie podejść, nie mówiąc już o ich uchyleniu. Rozejrzała się czy żadna z myszek nie obudziła się. Cichym i spokojnym krokiem zaczęła zbliżać się do tajemniczego przejścia. Serce waliło jej młotem, a piórka dygotały z emocji. Była coraz bliżej. Odsunęła delikatnie kosze i deski, które zastawiały wejście. Nacisnęła skrzydełkiem na klamkę. Rozległo się leniwe skrzypienie starych zawiasów. Pliszka obejrzała się jeszcze za siebie aby sprawdzić, czy na pewno myszki nie obudziły się i ruszyła przed siebie. Stała u podnóży wielkiego, olchowego stołu przy którym były cztery krzesła. Po lewej stronie widziała starą kuchenkę gazową na której stał garnek. W kącie pomieszczenia wielki piec a obok, fotel bujany z czerwonym kocem w kratę. Pliszka nie miała już wątpliwości - przebywa w kuchni Gospodarza. To stąd dochodził cudowny zapach zupy dyniowej, który unosił się w mysim salonie. Ptaszyna pofrunęła na stół. Okruchy ze świeżo wypiekanego chleba kusząco porozrzucane były na kuchpliszka przy oknie_sennym blacie. Skubnęła parę z nich nie z głodu, lecz z czystego łakomstwa. Podleciała na parapet żeby spojrzeć za okno. Na zewnątrz świeciło słońce, choć termometr wskazywał tylko dwa stopnie. Gospodarz za oknem ubrany był w granatową kurtkę, otulony starym zielonym szalikiem. Ciężko pracował przy rąbaniu drzewa na opał.

- Zima nadchodzi... – zamyśliła się Pliszka. – Szkoda, że nie mogę być teraz w ciepłych krajach razem z innymi. Bardzo lubię myszki i jestem i bardzo wdzięczna za pomoc i mieszkanie, ale to nie to samo… W takiej na przykład Afryce to jest cieplutko, słoneczko dogrzewa jak trzeba, kąpiemy się w piasku lub wodzie…Ech… Cudowne to uczucie…- Pliszka zatrzepotała skrzydełkami.- Tak się rozmarzyłam, że od razu mi cieplej!

Ptaszyna odwróciła się. Niestety to co zobaczyła teraz, nie było sennym marzeniem. Przed nią stał kot Albert! Wielkie ślepia wpatrywały się w nią niczym w soczysty befsztyk. Jego szorstki język oblizał pyszczek aż po nos. Albert zdawał się uśmiechać do losu za tak smakowity kąsek. Przyczaił się, zakręcił ogonkiem i… CAP! Złapał Pliszkę obiema łapami w potrzask. Nasza mała bohaterka próbowała się wyswobodzić z łap oprawcy – niestety - z miernym skutkiem. Trzepotała skrzydełkami ile sił, gdy nagle do kuchni wszedł Gospodarz.

- Albercie! Co też Ty wyczyniasz?! – Albert nie odpuszczał. – Co…? Pliszka? O tej porze roku? Kochana! Już dawno powinnaś być w Afryce!

Pliszka próbowała mu wytłumaczyć, że spóźniła się na odlot, że nie zabrała się z innymi ptakami… Gospodarz jednak nie rozumiał ptasiego języka i słyszał tylko cieniutkie popiskiwanie z jej dzióbka. Ujął ją w swe stare, pomarszczone dłonie i pogłaskał życzliwie po szyi. Ptaszyna usiłowała uspokoić swe serce, które zdawało się zaraz wyfrunąć z jej piersi. Nie czekając ani chwili dłużej zerwała się do lotu, żeby czym prędzej wrócić do myszek. Albert tylko na to czekał. Zeskoczył wielkim susem z parapetu i już miał ją złapać, kiedy Gospodarz skarcił go mówiąc:

- Zostaw ją w spokoju! Jakbyś miał pustą miskę… Wstydziłbyś się!

Albert skulił potulnie głowę nie tracąc jednak z oczu ptaszka. Wtem Pliszka usłyszała nawoływania myszek:

- Tędy! Szybko Pliszko!

Ta skręciła szybko w locie i w jednej chwili była z powrotem w mysim salonie.

- Gdzież ona się podziała? Albercie? – Gospodarz miał stare i zmęczone oczy. Albert jednak doskonale wiedział, gdzie szukać swojej zdobyczy…

kot

…CDN

wstazeczka_

Gospodarz ciężko pracował na podwórzu przy rąbaniu drzewa na opał. Niestety nie miał mu kto pomóc. Może Ty pomożesz dziś swoim rodzicom lub dziadkom w codziennych obowiązkach? Nie musi to być praca przy drzewie ;) Wystarczy, że podasz kubek ciepłej herbaty tacie, lub przyrządzisz mamie pyszną kanapkę z jej ulubionymi składnikami.

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...