∗ Niezwykłe przygody Myszki i Pliszki ∗

autor: Magdalena Sęk


Rozdział 1

Był piękny, choć chłodny poranek. Na skraju lasu unosił się ptasi gwar. Zewsząd słychać było nawoływania i ponaglenia.

- Szybciej! Szybciej moi drodzy! – poganiał swoje dzieci pan Słowik. – Musimy zdążyć przed obiadem. Cała trasa już zaplanowana!

- O nie, nie, nie! Proszę odłożyć te gałązki! Nie czas teraz na zabawy. Natychmiast do mnie! – mama Jaskółka nerwowo przekładała walizki.

Mała Pliszka rozkosznie zabawiana przez strumyk całkowicie straciła poczucie czasu. Przeskakiwała z jednego kamyka na drugi, nucąc przy tym piosenki. Rozśpiewana próbowała chwycić spadające kolorowe listki klonu. Układała z nich małe bukieciki, które zamierzała wstawić do wazonu w domu.

„Właśnie! Dom!” – przypomniała sobie nagle. – „Muszę się spakować!” – Zerwała się do lotu.

Coroczne odloty ptaków jesienią to już tradycja. Zbliżająca się zima przynosi z sobą chłód i brak pożywienia. Dlatego ptaki, które nie są odporne na takie warunki, wylatują do Afryki lub Azji. Wśród nich są też pliszki.

pliszki_komiks_m

Zdyszana Pliszka wpadła do domu.

- Wszyscy jeszcze nie odlecieli. Spakuję się w pół godziny i zabiorę się z ostatnią grupą. Gdzie moja podróżna torba?

Ptaszyna zaczęła przeglądać wszystkie szafki.

- O! Jest! No dobrze. Gdzie ja podziałam swój strój kąpielowy…? Mogłabym przysiąc, że położyłam go do tej szuflady… Musi gdzieś tu być…

Pliszka w pośpiechu szukała rzeczy niezbędnych do wylotu, a w jej niewielkim mieszkanku powstawał coraz to większy bałagan. Przekładała rzeczy z miejsca na miejsce potykając się raz po raz o porozrzucane na podłodze ubrania.

- Że też nie zrobiłam tego wcześniej, tak jak radziła pani Bocianowa. Mówiła, żeby zrobić listę najpotrzebniejszych rzeczy i zacząć pakować się najpóźniej na trzy dni przed wylotem. Ech… - westchnęła. Wydawało mi się, że mam jeszcze tyle czasu. Było jednak tyle ważniejszych spraw. Gra w kółko i krzyżyk ze starym Dębem, odbijanie piłki o śliskie kamienie nad rzeką, nakrapianie lipowych liści sokiem malinowym… Mała Pliszka nie zorientowała się, kiedy nastał dzień odlotów.

Kiedy wreszcie uporała się z pakunkami, wyfrunęła szybko z domu i co sił pognała na miejsce zbiórki. Myślała o gorącym słońcu, które rozświetla świat. O magicznym cieple, które daje letni powiew wiatru. Myślała w jaki strój ubierze się zaraz po przylocie, co zje i z kim pobawi się w berka latanego, kiedy już będzie na miejscu. Niestety ku jej zdumieniu na miejscu zbiórki nie było nikogo. Całkowita pustka. Miała wrażenie, że to jej się śni. Uszczypnęła się nawet w lewe skrzydło, niestety - nic się nie zmieniło. Czuła coraz większe przerażenie… Kompletnie nie wiedziała co zrobić. Przyleciała za późno. To pewne.

„Niepotrzebnie tak długo się pakowałam. Trzeba było się pospieszyć. A najlepiej spakować parę dni wcześniej.”- szeptała rozżalona. Przez chwilę przemknęło jej przez myśl, że może poleci sama. Niestety jej zapał szybko minął.

- Przecież nie znam drogi… Zawsze to ktoś starszy prowadził wszystkie ptaki. Nie dam rady sama polecieć.

Stała zagubiona i zdana sama na siebie. Zerwał się wiatr, który był przejmujący i coraz chłodniejszy. Wróciła do domu nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić. Przez małą szczelinę w oknie wpadł zimny podmuch wiatru, gwiżdżąc w każdym z kątów. Pliszka wzięła stary, niepotrzebny szalik w kolorze dojrzałej truskawki i uszczelniła nim dziurę.

- Zimno... – zadygotała. – A co będzie, gdy przyjdzie zima? – przeraziła się. Wtem usłyszała dziwny, donośny pomruk, który zdawał się dochodzić wprost z niej.

- Tylko nie to… Zapomniałam zjeść śniadania... Burczy mi w brzuchu. Pani Kukułka zawsze kukała, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Nie wiedziałam, że aż do tego stopnia. Sprawdźmy co w lodówce… Ojej... no tak... Lodówka jest pusta, w końcu miałam wylecieć do ciepłych krajów. Może w spiżarce... Tak! Tam musi być coś do jedzenia!

Niestety. W spiżarce leżał tylko worek po ziarnach i trzy suszone plasterki pomarańczy.

Głodna, zmęczona i zawiedziona mała Pliszka musiała wyruszyć na poszukiwanie pożywienia…

…CDNwstazeczka_

Pliszka nie zdążyła zabrać się ze wszystkimi do ciepłych krajów. Obiecała sobie, że już nigdy nie będzie się spóźniać. Aby pomóc Pliszce w dotrzymaniu tego postanowienia możecie wykonać zegar z talerzyka jednorazowego, pinezki i starego korka od wina lub gumki do ścierania.

Na talerzu narysujcie lub przyklejcie karteczki z godzinami lub czynnościami o danych porach dnia, jakie powinna wykonywać Pliszka co dzień. W środek talerza wbijcie pinezkę z dwiema wyciętymi wskazówkami zegara, a z tyłu zabezpieczcie ostrą część pinezki korkiem od wina. Pokręcając korkiem będziecie mogły/li przestawiać zegar na dowolną godzinę – zadanie.

Miłej zabawy!

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...